ostatnio byliśmy...

Rajd Arado

Głogów

Kamienna Góra

nasz udział w filmach:


Untitled Document

:: Prasa w Breslau

Najstarszą wrocławską gazetą był "Schlesischer Nouvellen-Courier", ukazujący się od 1659 roku. Prócz "Schlesische Tageszeitung" w samym Festung Breslau była wydawana gazeta "Schlesische Zeitung". Pruskie pismo założone we Wrocławiu w 1742 roku, od 1828 roku ukazywało się jako dziennik, a od 1848 roku pod tym tytułem. Do ogłoszenia Breslau twierdzą, była najważniejszą i najstarszą wówczas ukazującą się wrocławską gazetą. Była wydawana przez rodzinę Kornów. Siedziba Domu Wydawniczego Kornów mieściła się przy ul. Świdnickiej róg nieistniejącej już ul. Miotlanej (Marstallgasse) łączącej Szewską ze Świdnicką, naprzeciw wylotu ul. Leszczyńskiego. Obecnie w tym miejscu przebiega wrocławska trasa WZ. W tym samym miejscu znajdowała się również redakcja "Schlesische Zeitung".


Budynek Domu Wydawniczego rodziny Kornów, później siedziba redakcji gazety "Schlesische Zeitung".

Do gazety dołączany był ilustrowany dodatek weekendowy "Schlesische Illustrierte Zeitung". Można by ją porównać do dziś wydawanej regionalnej "Gazety Wrocławskiej". Mimo różnicy czasowej layout i jej zawartość tematyczna była bardzo zbliżona. Można w niej było przeczytać np. o najważniejszych wydarzeniach z regionu i samego Wrocławia, czy też o wydarzeniach sportowych, które jak w gazetach dzisiejszych przeważnie znajdują się na ostatniej stronie, dowiedzieć się jaka była przewidywana pogoda na dany dzień. W gazecie "Schlesische Zeitung" z 1933 roku możemy znaleźć zdjęcia "Latającego Hamburgera", czyli pociągu, który trasę Berlin-Hamburg pokonywał wtedy w niewiarygodnym czasie 2,5 godziny., fotki z ulic Chicago, gdzie odbywały się krwawe walki mafii sterowanej między innymi przez Ala Capone, zdjęcie skamieliny znalezionej koło Bolesławca z odbitym w niej liściem sprzed tysięcy lat czy zdjęcia filmowych gwiazd, między innymi Grety Garbo. Artykuły te przeplatane były doniesieniami z Berlina, gdzie Hitler przejął władzę i fotografiami pokazującymi przykładne, śląskie rodziny hitlerowskie, takie jak np. rodzina pani Raufch, której ośmiu synów aktywnie działało w NSDAP. Tu i ówdzie pokazywane były najmodniejsze tego sezonu kobiece żakiety, moda narciarska czy śląskie pręgierze.

Gazety ogólnokrajowe ukazujące się w Festung Breslau - były to gazety wydawane np. w Berlinie, które kolportowano na całe ówczesne Niemcy, w tym także należący do nich Wrocław. Przykładem takiej gazety ukazującej się w Festung Breslau był tygodnik "Das Reich".


Winieta "Das Reich" z 1940 roku.

Była to czołowa niemiecka gazeta redagowana przez samego Josepha Goebbelsa. Charakter prasy pozostawał równie propagandowy jak poglądy Goebbelsa. Regularnie zamieszczał on w niej artykuły wstępne, informujące o oficjalnym stanowisku hitlerowskiego rządu wobec aktualnej sytuacji zarówno militarnej, jak i politycznej. Napisał między innymi cykl artykułów pod tytułem "Anglia i jej plutokraci - z fabryki kłamstw Churchilla" oraz "Pseudosocjaliści". W lipcu 1944 roku Goebbels zachwycony technologią Trzeciej Rzeszy, a w szczególności rakietą V2 zapowiedział na łamach "Das Reich" użycie przez Hitlera nowej śmiercionośnej broni. Nawet w obliczu klęski wojsk niemieckich w 1945 roku nie zaniechał pisania propagandowych artykułów o zjednoczonej Europie, kontynuującej swe posłannictwo, z Niemcami jako przywódcami kontynentu. 4 lutego 1945 roku napisał:
"Po umowach Roosevelta, Churchilla i Stalina Sowieci zajmą całą wschodnią i południowo-wschodnią Europę oraz większą część Rzeszy. Przed tym olbrzymim, łącznie ze Związkiem Radzieckim, terytorium, zapadnie natychmiast żelazna kurtyna, poza którą rozpocznie się masowe zarzynanie narodów".

Gazeta wydawana była w formacie B3 i obfitowała w zdjęcia, niektóre nawet formatu A4. Poza politycznymi artykułami można było w niej znaleźć między innymi strony, zatytułowane w nagłówku "Für die Frau",
na których znajdowały się artykuły typowo kobiece takie jak moda, zdrowie i uroda, porady domowe i plotki. Kolejnym rozdziałem gazety była część zatytułowana "Literatur/Kunst/Wissenschaft", co w tłumaczeniu znaczy "Literatura/Sztuka/Nauka". W tej części wiele uwagi poświęcano problemom i perspektywom nauki - dość powiedzieć, że pisał tu m.in. Max Planck, jeden z najwybitniejszych współczesnych fizyków, twórca teorii kwantów. W dziedzinie kultury podkreślano wciąż rolę europejskiego dziedzictwa od czasów Grecji i Rzymu, poprzez gotyk i barok. Potępiano sztukę nowoczesnej awangardy, jako obcą duchowi Europy i zagrożenie płynące z innych rasowo, niższych, prymitywnych kultur. Rysowano obraz zjednoczonej Europy, kontynuującej swe posłannictwo, z Niemcami jako przywódcą kontynentu. Bardzo ciekawym miejscem w tygodniku "Das Reich" była jego rozkładówka, zatytułowana "Bilder aus der Deutschen Gegenwart", co można przetłumaczyć jako "Obraz z dzisiejszych Niemiec". Znajdowały się tam interesujące zdjęcia, o bardzo zróżnicowanej tematyce. Przedstawiały one osoby w różnych sytuacjach, malownicze miejsca, budowle, pomniki, uśmiechniętych żołnierzy, czy też zdjęcia sztuk teatralnych. Mimo dużych rozmiarów fotografii, jest ich obok siebie kilkanaście. Każda z nich opatrzona była krótkim komentarzem.


Bilder aus der Deutschen Gegenwart - rozkładówka "Das Reich"

"Das Reich" posiadała bogatą i ciekawą szatę graficzną. W każdym numerze znajdowało się wiele reklam takich marek i produktów, które mimo upływu lat są dobrze znane do dziś. Reklamowały się takie firmy jak Coca-Cola, Lorenz, czy np. Pelikan (taśmy do maszyn piszących i atramenty). Przeglądając "Das Reich", od razu rzuca się w oczy duża ilość reklam wyrobów tytoniowych i alkoholowych. Niektóre z reklam zajmowały nawet całą stronę gazety. Godna uwagi była także sama forma ich wykonania. Żadna reklama nie była przedstawiona jako fotografia. Były one rysowane ręczne z niezwykłą dbałością o szczegóły. Najmniejsze reklamy były rozmiarów pudełka zapałek i zazwyczaj miały formę bardziej opisową. Reklamowały się duże koncerny, jak również pojedyncze sklepy (np. z instrumentami muzycznymi).

Mimo iż tygodnik "Das Reich" był gazetą mocno polityczną, to znalazło się w niej również miejsce na humor. By rozbawić czytelnika poświęcono pół strony, zatytułowanej "Am Rande der Weltgeschichte". Dowcipy prezentowane były w formie obrazkowej z przypisanymi poniżej tekstami. Jak przystało na gazetę propagandową, to i humor taki pozostawał. Był on zazwyczaj antybrytyjski, tak jak część artykułów
w "Das Reich".


Humor w "Das Reich".

Podsumowując, tygodnik "Das Reich" oferował czytelnikom naprawdę sporo czytania, za cenę 30 pfennigów. Artykuły zawierały przy tym tak wszechstronną tematykę, że "Das Reich" stanowił ciekawą pozycję dla szerokiego grona odbiorców. Trzeba też przyznać, że gazeta, jak na tamte czasy, była drukowana na najwyższym poziomie. Jakością nie odbiegała od gazet drukowanych dziś.

Gazety żołnierskie ukazywały się kilka razy w miesiącu i były skierowane głównie do ludności wojskowej. Część nakładów była kolportowana bezpośrednio na fronty, gdzie rozdawano ją żołnierzom, ale można je było również kupić w punktach sprzedaży, jak zwyczajną prasę. Gazety te miały między innymi informować o tym, co dzieje się na frontach wojny i opisywać wszystkie nowinki techniczne wprowadzane przez III Rzeszę. Najważniejszym jednak ich celem, było propagandowe działanie, które poprzez ukazanie w licznych zdjęciach i artykułach opisujących heroiczne wyczyny niemieckich żołnierzy, miało zachęcić młodych ludzi do wstępowania w szeregi formacji zbrojnych i walki dla słusznych idei, takich jak zjednoczona Europa.

Jedną z kilku ukazujących się niemieckich wydawnictw żołnierskich, była gazeta "Die Wehrmacht". Po raz pierwszy ukazała się ona 6 listopada 1936 roku i od tamtej pory dostępna była regularnie, dwa razy w miesiącu. Do 1944 roku "Die Wehrmacht" była gazetą ilustrowaną, a spośród innych gazet wyróżniała się jakością; drukowana była na papierze kredowym, a jej strony były spięte razem, co czyniło ją trwalszą. Wydawano ją w Berlinie w wydawnictwie Die Wehrmacht i kolportowano wszędzie tam, gdzie byli niemieccy żołnierze, również w Festung Breslau.


"Die Wehrmacht".

Gazeta była dostępna również dla ludności cywilnej, a jej cena wynosiła 25 pfennigów. Była ona chętnie kupowana przez chłopców. Jej propagandowy charakter i duża ilość naprawdę dobrych, działających na wyobraźnię zdjęć, sprawiały, że w czytelniku budził się duch patriotyzmu. Taki też był jeden z celów wydawców "Die Wehrmacht". Gazeta liczyła ok. 30 stron formatu A3. Pierwsze strony zarezerwowane były dla obszernie ilustrowanych artykułów, opisujących to, co się dzieje na niemieckich frontach.
W numerze 23 z 4 listopada 1940 roku można przeczytać i zobaczyć jak przebiegała budowa wielkich dział na wale atlantyckim. Był to tytuł przewodni z okładki tego numeru, zatytułowany "Schwere Brocken am Kanal". Ciekawą rzeczą publikowaną w "Die Wehrmacht" były mapy miast alianckich jak np. Londynu, ze szczegółowo naniesionymi planami działań wojennych. Można było zobaczyć ogólne kierunki natarcia frontu, jak również zaznaczone ważniejsze miejsca w mieście. Dzięki temu żołnierze Wehrmachtu nacierając na takie miasto, posiadaliby już pewną orientację w jego terenie. Kolejne strony zajmowały obszerne ilustracje różnych sprzętów wojskowych, które posiadało niemieckie wojsko: czołgów, dział samobieżnych, samolotów itp. Każda fotografia miała swój dość obszerny opis. Kolejne artykuły w gazecie były przeplatane z reklamami, które zajmowały czasem nawet większość strony. Reklamy były również bogato ilustrowane i bardzo przyciągały uwagę. Reklamowano np. maszyny do pisania firmy Rheinmetall, krem Nivea, papierosy, wina, pastę do zębów, broń firmy Steyr, a nawet samochody, np. marki Hanomag. Prócz produktów reklamowano też usługi budowlane, szkoły muzyczne lub szkoły tańca. W każdym numerze znaleźć można było również małą krzyżówkę, natomiast całą ostatnią stronę poświęcano humorowi: dowcipom oraz humorystycznym rysunkom. Na jednym z nich narysowany jest statek niemiecki, przed którym płynie ryba piła przecinająca łańcuchy min podwodnych. Dwutygodnik "Die Wehrmacht" wydawany był przede wszystkim dla wojsk lądowych Wehrmachtu (Heer). W skład niemieckich sił zbrojnych Wehrmachtu wchodziło również lotnictwo (Luftwaffe) i marynarka wojenna (Kriegsmarine). Każda z tych formacji, także posiadała swoją gazetę żołnierską. Dla wojsk Luftwaffe przeznaczony był tygodnik ilustrowany "Der Adler", natomiast dla wojsk marynarki - "Die Kriegsmarine"


"Der Adler".

Dla formacji wojskowych Waffen-SS, wydawana była gazeta "Der Stürmer" - niemiecki tygodnik nazistowski. Był on istotnym elementem niemieckiej maszynerii propagandowej. To antysemickie i antykatolickie pismo, wydane po raz pierwszy w 1923 roku, w okresie swojego największego rozkwitu w 1938 roku, osiągnęło nakład pół miliona egzemplarzy. Ukazywało się do końca II wojny światowej w 1945 roku, z czasowymi przerwami w obiegu, ze względu na trudności prawne. Redaktorem i wydawcą "Der Stürmer" był Julius Streicher, nauczyciel, członek NSDAP, Gauleiter Frankonii, Obergruppenführer SA, organizator pogromów i bojkotów Żydów. Streicher był przykładem człowieka skazanego za zbrodnie przeciwko ludzkości, który sam osobiście nikogo nie zamordował. Jednak jego działalność propagandowa wydatnie przyczyniła się do tych zbrodni.


"Der Stürmer".

"Der Stürmer" charakteryzował się niesławnymi, pełnymi nienawiści karykaturami Żydów i połączeniem antysemityzmu z obsesjami pornograficznymi. Od 1927 roku na stronie tytułowej pisma znajdowała się na stałe sentencja Heinricha von Treitschke: "Żydzi są naszym nieszczęściem" (niem. "Die Juden sind unser Unglück").

Specyficznym rodzajem prasy docierającej do żołnierzy niemieckich, były gazety konspiracyjne, zwane też prasą "enowską". Nazwa ta pochodziła od rozsławionej podczas wojny Akcji "N" (Niemcy). Akcja ta była szeregiem działań dywersyjno-propagandowych, prowadzonych przez Polaków wśród Niemców od kwietnia 1941 roku do kwietnia 1944 roku Prowadzono ją poprzez wydawanie specjalnych konspiracyjnych pism i ulotek w języku niemieckim. Miały one powodować wrażenie, że są dziełem niemieckich grup antyhitlerowskich. Celem akcji "N" było sianie zamętu i niepewności w różnych ogniwach administracji okupanta, wśród żołnierzy Wehrmachtu, a także wśród Volksdeutschów i cywilnej ludności niemieckiej.
W związku z tym redagowano i rozpowszechniano różne wydawnictwa. Były to czasopisma: dla Wehrmachtu "Der Soldat", a dla ludności niemieckiej w Rzeszy i na terenach do niej wcielonych "Der Hammer" (1941) zmieniony później na "Der Durchbruch" (1942-1943). Pojawiało się również satyryczne pismo "Der Klabautermann" oraz inne, destrukcyjne broszury i ulotki. Ich autorstwo miało wskazywać na niemieckie organizacje konspiracji antyhitlerowskiej.


"Der Klabautermann".

Rzecz jasna, wszystkie teksty przygotowywano w bezbłędnej niemczyźnie, co spowodowało, że jeszcze długo po wojnie przypisywano te działania Niemcom. Terytorium objęte działalnością Akcji "N" początkowo ograniczało się do Generalnej Guberni, jednak z biegiem czasu pisma "enowskie" kolportowane były na terenach wcielonych do Rzeszy i w samej Rzeszy oraz na obszarze wschodnim, aż po front wschodni. Jednym z głównych ośrodków kolportażu była Warszawa. Materiały rozprowadzano wkładając je np. do kieszeni płaszczy w szatniach niemieckich kawiarń, lub wrzucając do transportów kolejowych, czy do tramwajów, oczywiście głównie do przedziałów dla Niemców. Często też włamywano się do magazynów, gdzie między strony nakładów gazet niemieckich, takich jak wyżej wspomniany "Die Wehrmacht", wkładano propagandowe ulotki czy też pismo satyryczne "Der Klabautermann". Gazety z taką wkładką były później rozdawane niemieckim żołnierzom na froncie. Łatwo sobie wyobrazić niemieckiego żołnierza, który otwiera ilustrowany magazyn, w nim znajduje ulotkę, w której czyta prawdę o nadużyciach w partii i administracji, o fatalnej sytuacji aprowizacyjnej, o załamaniu się produkcji zbrojeniowej i rzeczywistych skutkach bombardowań i o całej masie faktów, z których wynika, że wojna jest przegrana, a im dłużej potrwa, tym większe będą niemieckie straty. Co więcej, czyta i myśli, że tak wygląda rzeczywista sytuacja w Niemczech, bo są to przecież wieści od rodaków. Propaganda była skuteczna do tego stopnia, że zakazano niemieckim żołnierzom czytania tych pism i ulotek. Już za samo posiadanie przez żołnierza takiej gazety groziło rozstrzelaniem. Wiosną 1944 r. akcja "N" została zahamowana głównie w wyniku wykrycia sporej części drukarń tego pisma.

"Schlesische Tageszeitung"- wrocławski dziennik ukazujący się od 1930 roku do 6 maja 1945 roku (upadku Festung Breslau). Była to gazeta narodowych socjalistów, organ prasowy NSDAP. Siedziba gazety mieściła się przy ówczesnym Sonnenplatz, dzisiaj placu Legionów. W drukarni, z której schodziła "Schlesische Tageszeitung", drukowane były również kartki żywnościowe, za które ludzie, którzy pozostali w mieście po ogłoszeniu go twierdzą, mogli nabyć prowiant. Pracownikami drukarni w większości byli robotnicy przymusowi, których zsyłano do całych ówczesnych Niemiec na wykonywanie najcięższych robót. Praca przy taśmie i maszynach drukarskich nie była łatwa. Hałas był tak ogromny, że uszkadzał słuch, więc dłużej jak cztery godziny nie wolno było przebywać w hali. Od 18 lutego 1945 roku oficjalną nazwą "Schlesische Tageszeitung" była "Frontzeitung der Festung Breslau". Nie miała ona żadnych konkurentów, ponieważ pozostała jedyną gazetą wydawaną w "twierdzy". Opisywano w niej wszystkie najistotniejsze sprawy i informacje, takie jak: zmiany kursów (tras) tramwajów, miejsca punktów opatrunkowych (pierwszej pomocy) np. podziemia Placu Solnego czy budynek forteczny przy ulicy Strzegomskiej, ujęcia wody pitnej, mapy schronów LSR w mieście, opisy obsługi broni i masek przeciwgazowych, porady, np. jak zachować się podczas nalotu lub ostrzału artyleryjskiego, czy sposoby na zaciemnianie pomieszczeń i wzmocnienie futryn i szyb w oknach. Drukowane były również wszystkie obwieszczenia i rozkazy dla ludności cywilnej. "Schlesische Tageszeitung" wydawana była siedem dni w tygodniu. Wydawano ją na czterech stronach formatu A3, przy czym w niedziele był dołączany do niej dodatek weekendowy, który zwiększał jej objętość do ośmiu stron.

W latach trzydziestych dziennik wydawał artykuły antyżydowskie i nawoływał do bojkotu sklepów i przedsiębiorstw żydowskich na terenie Breslau.

Jedną z pierwszych akcji skierowanych przeciwko narodowi żydowskiemu było zorganizowane przez Niemiecki Związek Studencki (Studentenschaft) palenia książek i pism autorów pochodzenia żydowskiego, socjalistycznych oraz popierających republikę. Akcja ta miała charakter masowy i odbyła się w wielu niemieckich miastach. We Wrocławiu wydarzenie to prasa lokalna określała jako "wielką akcję czyszczenia" i "wytrzebienie nie-niemieckiego ducha". We Wrocławiu cała akcja rozpoczęła się uroczystą ceremonią w budynku Uniwersytetu. Z tamtąd pochód studentów i pracowników Uniwersytetu udał się na Schlossplatz (dzisiaj Plac Wolności), gdzie studenci przy udziale tysiąca wrocławian, rozpalili stos z książek. Następnego dnia w "Schlesische Tageszeitung" można było przeczytać o "symbolicznym odrzuceniu wszystkiego, co inne i obcego pochodzenia" oraz o "niszczeniu dzieł, które zatruwają duszę niemieckiego narodu".

Od tych wydarzeń, nagonka na Żydów nabierała coraz silniejszej formy. W nocy z 9 na 10 listopada 1938 roku na terenie Niemiec hitlerowscy funkcjonariusze SS (sztafety ochronne), SD (służby bezpieczeństwa) i Gestapo (tajna policja państwowa) zaczęli organizować antysemickie zamieszki. Wskutek tych wystąpień w całych Niemczech zniszczono tysiące sklepów i domów towarowych, 267 synagog, 170 domów mieszkalnych. Starty oszacowano na 100 milionów marek, przy czym kontrybucją za nie obłożono samych Żydów.3 Wydarzenia te nazwano "Nocą Kryształową" od widoku, jaki można było wówczas obserwować na ulicach miast, które całe pokryte były drobnymi odłamkami szkła ze sklepowych witryn (szkło to produkowane było w Europie jedynie przez przemysł szklarski w Belgii). W ciągu zaledwie tej jednej nocy bojówki nazistowskie wytłukły tyle szkła z witryn, ile odpowiadało półrocznej produkcji belgijskich zakładów.
Również we Wrocławiu, tak jak w całych Niemczech, niszczono i grabiono żydowskie sklepy, ośrodki religijne oraz mieszkania. W aktach tych częściowo uczestniczyła ludność z sąsiedztwa poszkodowanych Żydów. Została wtedy spalona i wysadzona największa i najpiękniejsza wrocławska Synagoga na Wygonie, która znajdowała się u zbiegu ulic Podwale i Łąkowej. Zniszczeniu uległa również Synagoga pod Białym Bocianem. Stoi ona do dziś przy obecnej ul. Włodkowica 7. Nie podpalono jej tylko z powodu obawy o pobliskie budynki mieszkalne. W następnych dniach SS oraz Gestapo zabrało z Wrocławia do obozu koncentracyjnego Buchenwald około 2200 żydowskich mężczyzn. Po tym wydarzeniu w "Schlesische Tageszeitung" z 12 listopada 1938 roku, można było przeczytać artykuł, jaki napisał dziennikarz Walter Tausk o sytuacji po "Nocy Kryształowej", pod tytułem "Jak Wrocław rozliczył się z Żydami"

Poniżej przetłumaczona treść artykułu:

"Obcy wyzyskiwacze trafieni w najczulszy punkt: po kieszeni - po ich synagodze zostały tylko ruiny. Im dalej wjeżdża się w miasto, tym bardziej widać gorzkie obrazy bezsensownego zniszczenia: obrabowane sklepiki z cygarami, w których wyposażenie leży zniszczone na podłodze. W innych sklepach obrabowane i zdemolowane regały z zawartością lub puste. Ulice pełne gapiącego się i namiętnie dyskutującego tłumu. Częściowo ludzie starzy jak i młodzi, są zachwyceni. Ale pomimo to, dławienie u wszystkich. [.] Był kwadrans przed dziesiątą, gdy dotarłem na plac Zamkowy, aby skręcić w Wallstraße (dziś ul. J. i J. Śniadeckich): tak zwana "Mauschelhalle", znana i piękna budowla autorstwa von Opplera, była już tylko dymiącą ruiną. Górna kopuła już się zaczęła przechylać na jedną stronę i musiała być wysadzona w powietrze, w południe, między drugą a czwartą. W tym czasie wszyscy okoliczni mieszkańcy musieli opuścić swoje mieszkania."

Mimo że pogromy Żydów odnotowywano od średniowiecza, nigdy nie były one inicjowane przez władze państwowe. Dopiero w Niemczech, po objęciu władzy przez narodowych socjalistów, naziści nie tylko przyzwolili na prześladowania ludności żydowskiej, ale również nadali im zorganizowany charakter.

Do jesieni 1944 roku życie we Wrocławiu toczyło się normalnie. Front był daleko od Wrocławia, a w mieście trwało normalne życie. Mimo to, od pierwszych dni wojny, wiele rodzin z Breslau przeżywało dramat, gdy dowiadywało się, że ich bliscy zginęli na froncie. Najwięcej młodych ludzi z Breslau i okolic wysyłano na front wschodni. O ich śmierci rodziny najczęściej dowiadywały się z nekrologów, które publikowała "Schlesische Tageszeitung". Drukowane były one na ostatniej stronie, razem z nekrologami ludzi, którzy umierali w samym Wrocławiu. Nekrologi poległych żołnierzy wyróżniały się tym, że w lewym górnym rogu był znak Żelaznego Krzyża ze swastyką w środku. Każdy nekrolog zawierał informacje gdzie zginął żołnierz, jaki miał stopień wojskowy, ile miał lat oraz kondolencje dla rodziny. W niektórych, podawany też był adres zamieszkania. Od razu rzuca się w oczy różnica wieku między poległymi żołnierzami a cywilami, którzy umierali we Wrocławiu z przyczyn naturalnych. Podawany w nekrologach wiek zgonu tych drugich, zaczynał się zazwyczaj od 55 lat wzwyż. Natomiast żołnierze, którzy ponieśli śmierć, to zazwyczaj chłopcy w wieku od 17 do 19 lat. Najstarsi żołnierze rzadko przekraczali 35 rok życia. Obrazuje to wiek większości żołnierzy walczących na froncie wschodnim w tym okresie wojny, i w jakim wieku ginęli. Drugą, dość ciekawą rzeczą, jaką można zauważyć czytając nekrologi, jest data śmierci żołnierzy. Różnica pomiędzy datą, kiedy poległ żołnierz, a datą opublikowania wynosi od miesiąca do nawet trzech. W sobotnim wydaniu "Schlesische Tageszeitung" z 6 listopada 1943 roku, najmniejsza różnica pomiędzy datą śmierci żołnierza, a datą tego wydania wynosi 24 dni. Aktualne są jedynie nekrologi osób, które umarły w Breslau.


Nekrolog ze "Schlesische Tageszeitung".

Na pierwszej stronie gazety z tego dnia, można również przeczytać o odpartym ataku na niemiecki front nad Dnieprem koło Kijowa na Ukrainie, czy lakonicznym przemówieniu Churchilla w Moskwie. Zdjęcie dnia (jedyne w tym numerze gazety), przedstawia Japońskiego Generała Oshimę, który przybył do Berlina. Na zdjęciu jest on widoczny w towarzystwie dwóch niemieckich oficerów, rozmawiających nad rozłożonymi planami.


Zdjęcie Gen. Oshimy w "Schlesische Tageszeitung".

Wydanie niedzielne "Schlesische Tageszeitung" z 7 listopada 1943 roku, posiadało wcześniej wspomniany dodatek weekendowy, w którym można znaleźć fotografie zatytułowane "Spójrz na zdjęcia żydowskich zbrodniarzy z listopada 1918 roku". Na zdjęciach można zobaczyć również Klarę Zetkin idącą pod rękę z Różą Luxemburg, które opisano jako komunistki. Ogólnie na zdjęciach znajduje się kilkanaście osób, przy których są takie podpisy jak "żydowski zbrodniarz", "komunista", itp.


Antyżydowska propaganda w "Schlesische Tageszeitung".

W środkowej części dodatku, poświęcono miejsce na kulturę, rozrywkę i artykuły niezwiązane z polityką. Między innymi opublikowano zdjęcie aktorów Doroty Kreyser i Axela von Ambesser z filmu "Karneval der Liebe", który wtedy wyświetlano we wrocławskim kinie. W kąciku z rozrywką, zatytułowanym "Für der Feierabend" ("Na koniec pracy"), znajduje się schemat partii szachowej do dokończenia w trzech ruchach i mała krzyżówka na 8 haseł.7 Na pierwszej stronie dziennika przeczytać można artykuł dnia, zatytułowany "Ciężkie walki na wschodzie i nad Volturno", jak również artykuł o zatopieniu amerykańskiego okrętu, przez okręt niemieckiego sojusznika - Japonię.


"Schlesische Tageszeitung" z 7 listopada 1943 roku.

W gazetach z tego okresu, więcej uwagi poświęcano światowej scenie politycznej niż samym wiadomościom z Breslau i jego regionu. Wszystkie te informacje napisane były w sposób propagandowy i zawierały przeważnie wieści o sukcesach wojsk niemieckich. Trzeba pamiętać, że w 1943 roku wrocławianie nie doświadczyli jeszcze nieszczęścia wojny i uważali, że jest ona daleko od nich. Nieoficjalnie uważało się Wrocław za schron Trzeciej Rzeszy. We Wrocławiu w czasie wojny, oprócz ponad 600 000 stałych mieszkańców, przebywało około 200 000 przybyszów - jeńców wojennych, przymusowych robotników i przesiedleńców z innych rejonów Niemiec. W sumie pod koniec 1944 roku było to około miliona osób.
25 sierpnia 1944 roku, miasto ogłoszono twierdzą.

Rankiem 20 stycznia 1945 roku, w gazecie "Schlesische Tageszeitung" przeczytać można było uspokajający raport o sytuacji na froncie wschodnim. Choć w Europie druga wojna światowa wchodziła w ostateczną fazę, hitlerowska Rzesza udawała, że wszystko jest pod kontrolą. Artykuł obiecywał, że "kiedy ewakuacja Breslau stanie się koniecznością, [...] odpowiednie instrukcje zostaną wydane we właściwym czasie". Dla zwykłych wrocławian Armia Czerwona była wciąż daleko - gdzieś w środku Polski. Wydawało im się, że nie ma żadnego bezpośredniego zagrożenia. Jednak tego samego poranka o godzinie 10, w całym mieście z megafonów ogłoszono, że na rozkaz Komisarza Obrony Rzeszy i Gauleitera Śląska Karla Hankego, Breslau będzie stopniowo ewakuowane. Powtarzano, że nie ma żadnych powodów do niepokoju i paniki. Najpierw miasto miały opuścić kobiety i dzieci oraz starcy, zabierając ze sobą tylko bagaż podręczny. Na Dworcu Głównym i Dworcu Świebodzkim, gdzie podstawiano pociągi odjeżdżające do zachodnich Niemiec, rozgrywał się dramat. Wiadomość o ewakuacji była tak niespodziewana, że dochodziło do dantejskich scen. Pociągi nie mogły pomieścić wszystkich dobrowolnych i przymusowych uciekinierów; były przeludnione do granic możliwości. Ludzie bili się o każde miejsce, a tłumy zaduszały małe dzieci. Rozkaz Hankego, ogłoszony następnego dnia był już bardziej niepokojący. Kobiety i dzieci miały natychmiast opuścić miasto i pieszo iść w kierunku Kątów Wrocławskich.
Szacuje się, że już pierwszego dnia podczas ewakuacji miasto opuściło 60 tysięcy kobiet, dzieci i starców. Natomiast przez kolejne dni ewakuowano łącznie ok. 700 tysięcy osób. 100 tysięcy, dla których trud wędrówki był zbyt wielki, zmarło po drodze. Większość uciekała pieszo, w panice, w warunkach niezwykle srogiej zimy, która wówczas panowała (temperatura dochodziła w tych dniach do minus 30 stopni Celsjusza). Spóźniony nakaz ewakuacji ludności cywilnej z Breslau przyniósł tragiczne skutki. Zgodnie z rozkazem, w Breslau mieli pozostać tylko mężczyźni zdolni do noszenia broni. Broń mieli dostać nawet 10-letni chłopcy. Większość uciekinierów z Festung Breslau dotarła do Drezna i tam zginęła podczas silnych alianckich nalotów dywanowych między 13 a 14 lutego 1945 r. Nieliczna część uchodźców, z powodu braku żywności, wróciła do Festung Breslau spod Świdnicy, Ząbkowic, Jeleniej Góry czy Zgorzelca. Powrócili, aby zabrać ze swoich piwnic jedzenie, którego nie zdążyli wziąć z powodu nagłej ucieczki. Szacuje się, że z 700 tysięcy ludności cywilnej, która opuściła Wrocław w styczniu 1945 roku przeżyło ledwie 30 procent.


Odezwa Hankego do ludności Wrocławia.

Odezwa Gauleitera Hankego opublikowana w "Schlesische Tageszeitung" (Nr 18/1945 z 22 stycznia 1945 r.):
"Mężczyźni Wrocławia! Nasza stolica regionu Wrocław została ogłoszona twierdzą. Trwa ewakuacja dzieci i kobiet z miasta i wkrótce zostanie ona zakończona. Zleciłem przeprowadzenie tej akcji szefowi okręgu partii ds. dobra publicznego. Dla opieki kobiet i dzieci zostanie powzięte wszystko, co będzie możliwe. Wzywam mężczyzn do wstąpienia w szeregi frontu obrony naszej twierdzy Wrocławia. Twierdza będzie broniona do końca. Kto nie jest zdolny do noszenia broni ma pomagać z całych sił w zakładach użyteczności publicznej, w zaopatrzeniu i utrzymaniu porządku. Dolnośląscy Volkssturmiści, którzy na granicach naszego okręgu z sukcesem zwalczyli bolszewickie czołgi dowiedli, że są gotowi bronić naszej ojczyzny do końca. Nie będziemy im w tym ustępować. Wrocław, 21 stycznia 1945 r. Hanke-Gauleiter".

W Festung Breslau natychmiast podjęto ostateczne prace przy umacnianiu "twierdzy". Część z nich, takich jak budowanie schronów ziemnych, kopanie rowów i okopów oraz ustawianie zapór przeciwczołgowych, zaczęto już latem 1944 roku. Po zakończonej ewakuacji ludzi z Festung Breslau, ruszyły ostatnie prace przy umacnianiu miasta. W "Schlesische Tageszeitung" z 27 stycznia 1945 roku, na pierwszej stronie opublikowano artykuł o budowie ogromnej zapory przeciwczołgowej na ulicy Oławskiej. Oczywiście takich zapór jak ta, w mieście stawiano dużo więcej.


Zapora przeciwczołgowa na ulicy Oławskiej.

Do budowy zapór budulec pozyskiwano z systematycznie wyburzanych budynków we Wrocławiu. Gazeta "Schlesische Tageszeitung" z dnia 29 stycznia pisała:
"Ażeby nadać "twierdzy" pełną siłę obronną, saperzy nasi zmuszeni są dokonywać rozległych wyburzeń, które uczynią dopiero skutecznymi inne środki w tym celu przedsięwzięte".

13 lutego 1945 roku wojska radzieckie domknęły pierścień wokół Wrocławia. W nocy z 15 na 16 lutego pierścień zamknięto ostatecznie i nieodwracalnie, bez możliwości połączenia z oddziałami, tak na południu jak i na zachodzie. Już pierwsze dni operacji dolnośląskiej uświadomiły dowództwu 1 Frontu Ukraińskiego, że cele nakreślone pod koniec stycznia, których ostatecznym uwieńczeniem miało być zdobycie Berlina, nie są możliwe do zrealizowania. Zaczęły się walki na przedmieściach "twierdzy". Zdobyto około 200 podwrocławskich miejscowości między innymi Psie Pole, dzisiejszą dzielnicę Wrocławia. Pierwsze godziny po zamknięciu pierścienia były swoistym rozpoznaniem walką i zajmowaniem dogodnych pozycji do szturmu, który wkrótce miał nastąpić.

Najważniejszym miejscem w "twierdzy" było lotnisko na Gądowie Małym. Było ono bardzo istotnym punktem strategicznym dla dowództwa, z racji systematycznych transportów amunicji i sprzętu bojowego, jaki miał tam miejsce. Odlatywały stamtąd również samoloty z rannymi żołnierzami z miasta. Wojska niemieckie, które znajdowły się w pobliżu Gądowa zostały wyparte przez Rosjan i musiały zająć nowe obronne pozycje na linii Maślice-Żerniki, na lewym brzegu Ślęzy. 24 lutego dowódcą lotniska został mianowany podpułkownik von Friedeburg. W niczym to jednak nie pomogło - sytuacja Niemców była coraz gorsza. Ostrzał lotniska przez radzieckie moździerze z każdym dniem narastał do tego stopnia, że samoloty coraz częściej spadały niż lądowały. Saperskie oddziały Volkssturmu wciąż zasypywały ciągle powstające leje po spadających na lotnisko bombach. Niemcy korzystając tylko z tego lotniska, od 15 lutego wywieźli około 6600 rannych.
W "Schlesische Tageszeitung" z 27 lutego 1945 roku, można było przeczytać artykuł, w którym nakazuje się zdawanie odnalezionych zasobników tzw. "Versorgungsbomben", zrzucanych z samolotów.
Zaopatrzenie Festung Breslau docierało z zewnątrz między innymi poprzez zasobniki, które miały kształt bomby lotniczej. Jedne miały długość 170 cm i średnicę 40 cm, a masa takiego zasobnika wynosiła 79 kg. Natomiast druga odmiana - większa - służyła do zrzucania amunicji i jej masa po załadowaniu przekraczała 500 kg. Dziennie zrzucano nawet 50 ton zaopatrzenia. Poza amunicją, w zasobnikach znajdowały się leki, opatrunki oraz mundury i oporządzenie. Jednak do obrońców "twierdzy" trafiał niewielki procent zaopatrzenia. Duża część zasobników lądowała po stronie Rosjan. Niektóre zasobniki lądowały nawet w Trzebnicy. W jednym z przejętych przez Rosjan zasobników był mundur generalski Niehoffa przysłany mu z Berlina (awans na generała piechoty). W "twierdzy" magazyny żywności pękały w szwach. Mogły one przez długi czas wykarmić obrońców oraz 230 tysięcy pozostałych w mieście mieszkańców. Szacuje się, że ludność jaka pozostała we Wrocławiu przed atakiem Rosjan, byłaby w stanie przeżyć rok, bez żadnej pomocy z zewnątrz. Nie brakowało też w magazynach butów i odzieży.


Zasobniki z zaopatrzeniem dla Festung Breslau.

Początkowo Rosjanie ponosili ogromne straty w walkach z Niemcami. Przykładowo Rosjanie kilkakrotnie podejmowali próbę zdobycia ówczesnej rozgłośni radiowej mieszczącej się przy ulicy Karkonoskiej (obecny budynek TVP3), tracąc czołg i działa pancerne SU-76. Wał kolejowy znajdujący się za rozgłośnią oraz zajezdnia i torowiska na ul. Powstańców Śląskich również był miejscem krwawych starć i kilkakrotnie przechodziły z rąk do rąk. Właśnie koło zajezdni zginął człowiek, dzięki któremu można zobaczyć ostatnie dni Breslau - korespondent radziecki i znany operator filmowy kpt. Suszczyński.
Im dalej w kierunku centrum miasta, siła natarcia w sposób naturalny słabła. Powodem tego była gęsta zabudowa i większa ilość punktów oporu. Ciągi kamienic ułatwiały przedostawanie się Niemców piwnicami do obiektów zajętych przez Rosjan i atak "od tyłu". Podczas walk na Krzykach, Niemcy zaczęli używać niecodziennej broni. W Breslau znajdowały się magazyny zaopatrzeniowe Kriegsmarine, na składzie których były także torpedy do U-Bootów. Pierwsza z metod walki tą nietypową jak na owe warunki bronią, polegała na swobodnym puszczaniu torped umieszczonych na wózkach podwoziowych tramwajów, a druga na wystrzeliwaniu ich z prowizorycznych wyrzutni. Broń ta nie była doskonała, ale miała olbrzymie znaczenie psychologiczne. W "twierdzy" zaczęło się liczyć każde wsparcie. Każdy cywil od 10. roku życia, który był w stanie obsłużyć broń, miał obowiązek walczyć. W "Schlesische Tageszeitung" były publikowane nawet krótkie artykuły z instrukcją obsługi broni. W gazecie z 27 listopada 1945 roku można było przeczytać i zobaczyć jak obsługuje się Panzerfausta, który był w stanie wysadzić czołg czy działo samobieżne. Niemcy zaczęli używać Panzerfaustów również do walki w pomieszczeniach, czyli izbach mieszkalnych, klatkach schodowych czy piwnicach. Odpalenie takiego pocisku w pomieszczeniu powodowało chwilową utratę słuchu, jednak bez żadnych obrażeń. Rosjanie również nie przebierali w środkach. Mieli świadomość, że czołgami niewiele zdziałają w terenie zabudowanym. Do akcji rzucali saperów, którzy równali z ziemią barykady i ogniska oporu nieprzyjaciela. Wprowadzili również miotacze ognia, które w początkowym okresie walk siały popłoch i panikę wśród Niemców. Na tym etapie tak naprawdę zakończyły się błyskawiczne sukcesy wojsk radzieckich. Ciężkie boje o każdy metr kwadratowy miasta trwały od początku marca aż do kapitulacji, a Rosjanie już nie posuwali się do przodu tak szybko jak w drugiej połowie lutego. Wtedy też dowództwo nad Festung Breslau przejął generał Herman Niehoff.


Instrukcja obsługi Panzerfausta.

Chwilową nadzieją dla niemieckich dowódców oraz żołnierzy broniących Wrocławia, były wojska kierowane przez feldmarszałka Schörnera. Siedem dywizji, koncentrujących się w pobliżu Zgorzelca, podjęło próbę przerwania pierścienia wojsk radzieckich. Atak, który rozpoczął się 3 marca, po ciężkich walkach i ogromnych stratach obu stron został wstrzymany. W Breslau nadzieje na pomoc z zewnątrz umarły.
"Schlesische Tageszeitung" informowała również o wyrokach śmierci wydanych z powodu dezercji lub defetyzmu. Z powodu ciągłych walk w mieście, gazeta publikowała też adresy lekarzy oraz szpitali, działających podczas oblężenia "twierdzy", w których można było uzyskać pomoc medyczną.

W drugiej połowie marca walki w Breslau nasiliły się. Wojska niemieckie topniały z dnia na dzień. Armia Czerwona zajmując coraz to nowe dzielnice systematycznie zaczęła wchodzić w głąb "twierdzy". Natarcie 6. Armii w lutym i marcu spowodowało, że na rozkaz dowództwa "twierdzy", brutalnie wypędzono z domów mieszkańców południowych dzielnic miasta. Nie chodziło tu o uchronienie ludności cywilnej, lecz o niedopuszczenie, aby choć jeden mieszkaniec dostał się pod panowanie bolszewików. W celu dodania otuchy żołnierzom i cywilom, którzy mieli już dość walki i świadomość nadchodzącej klęski miasta, "Schlesische Tageszeitung" publikowała artykuły o heroicznych i zwycięskich bitwach wojsk broniących "twierdzy". Treści jak zawsze były przesiąknięte niemiecką propagandą, w którą już mało kto w tym ginącym mieście wierzył. Przykładem jest artykuł opublikowany w frontowej "Schlesische Tageszeitung" z dnia 26 marca 1945 roku z opisem walk o fort piechoty Werk-41 znajdujący się przy ulicy Sułowskiej.

"Festung Breslau, 25 marca:
Na północnym odcinku frontu wokół Wrocławia główny rejon niemieckich działań jest przesycony pochodzącymi z dawnych czasów umocnieniami, które tu rzeczywiście były rozmieszczone jak bastiony Festung Breslau. Te duże płaskie betonowe kloce posiadają w swoim wnętrzu korytarze i kazamaty; zewnętrzny krąg tworzony jest przez pierścień wybetonowanych stanowisk ogniowych i położonych pomiędzy nimi bunkrów ziemnych. To wszystko gęsto porosło w okresie dziesiątków lat posadzoną w celu maskowania roślinnością tak, że z daleka widać jedynie maleńki zagajnik.
Dzisiaj te gniazda obrony piechoty (GOP) wydają się być tak nienowoczesne że ten, kto ma je we władaniu stanowi dla przeciwnika twardy orzech do zgryzienia. Dowiódł tego w ostatnich dniach bój o 41. GOP. Przebiegał on w dwóch etapach: pierwszy etap charakteryzował się silnymi, ciągle powtarzanymi atakami Sowietów, które doprowadziły do wyłomu w 41. GOP. Decydujące znaczenie miała tu dzielna obrona niemieckiej załogi, która, będąc otoczona przez nieprzyjaciela, z najwyższym wysiłkiem utrzymywała rejon gniazda.
Drugi etap mogą zapisać na swoje konto młodzi spadochroniarze, którzy z przykładnym duchem bojowym przystąpili do natarcia na okopanych bolszewików i odtwarzając poprzednią rubież obrony zadali im dotkliwe straty. Moi grenadierzy i przydzieleni pod koniec ludzie z pododdziałów spadochronowych zasługują na to, aby o nich mówić po tym, co w tych dniach zrobili, mówi dowódca pułku, pułkownik, rodowity Niemiec sudecki i stary oficer austriacki, który jest jak ojciec dla młodych i starych żołnierzy pułku. Tak samo jak oni w tym krytycznym czasie nie spał całymi dniami i nocami. Ale o sobie nie mówi ten stary żołnierz, u którego na pierwszy rzut oka widać ludzką dobroć i osobistą skromność jako najważniejsze cechy. Teraz, w niedzielę po skutecznie przeprowadzonym kontrataku, mógł i on sobie pozwolić na drobny odpoczynek, na wpół napisany list do żony leży na jego biurku, a z radioodbiornika rozbrzmiewa koncert muzyki niemieckiej ..."
.

Od połowy marca, Niemcy zaczęli planowo niszczyć całe ciągi zabudowań we Wrocławiu. Polegały one na wypalaniu całych dzielnic (zwłaszcza w południowej i zachodniej części miasta), burzeniu domów dla otwarcia pola ostrzału własnej broni maszynowej artylerii oraz niszczeniu narożników ulic, by z uzyskanego w ten sposób gruzu budować barykady zamykające wloty tras komunikacyjnych (przykładem jest wcześniej opisana zapora na ulicy Oławskiej), jak również tworzeniu wewnątrz "twierdzy" dużych pustych przestrzeni, umożliwiających zrzuty lotnicze. Innym powodem wyburzeń, była "taktyka spalonej ziemi". Niemcy, aby nie oddawać Rosjanom swoich miast, po prostu je niszczyli. Około 75 procent wszelkich zniszczeń we Wrocławiu było dziełem samych obrońców "twierdzy". W południowej części miasta zniszczono ponad 90 procent zabudowań i infrastruktury miejskiej, a niektóre ulice i place (od ul. Piłsudskiego do pl. Powstańców Śląskich, pl. Orląt Lwowskich, pl. Kościuszki, pl. Dominikański, pl. Mikołaja, pl. Zgody, ul. Świebodzka, ul. Długa) znikły z mapy miasta. Zniszczeniu uległa również dzielnica naukowa na obecnym pl. Grunwaldzkim. Bezpowrotnie zostały zniszczone dzieła architektury sakralnej oraz materiały historyczne znajdujące się w archiwach (historyczne dokumenty Śląska). Palono domy po południowej stronie ul. Piłsudskiego oraz na ul. Gajowej i Hubskiej Do systematycznego wyburzania wyznaczono mieszkańców miasta, kobiety, młodocianych, internowanych, jeńców i więźniów. Stworzono specjalne grupy zajmujące się opróżnianiem mieszkań z dobytku i podpalaniem wyrzuconego mienia na ulicę. W celu przyśpieszenia prac, kolejne domy podpalano przed wyburzeniem, nie czekając na opróżnienie ich z mienia. Następnie oddziały saperów, wysadzając dom za domem, systematycznie i planowo niszczyły całe dzielnice. Pod rozkazami dowództwa padła też kolejna perła wrocławskiej architektury, wieża na dzisiejszym Wzgórzu Partyzantów (Liebichshöhe). Zniszczono ją by uniemożliwić Rosjanom wstrzelenie się we wzgórze, w którym był schron komendantury miasta. Było to bezsensowne, ponieważ parę dni później przeniesiono komendanturę twierdzy ze Wzgórza Partyzantów do Biblioteki Uniwersyteckiej na Wyspie Piaskowej. Książki, które się tam znajdowały, na rozkaz oficera niemieckiego wyrzucono do Odry nie bacząc na ich kulturalne i historyczne znaczenie. Procedurę tę jednak zakończono w obawie przed uszkodzeniem śluz i zapór na Odrze (młyn Maria).

Wcześniej już wspomniana dzielnica naukowa na pl. Grunwaldzkim nie została zniszczona jedynie nalotami radzieckimi, ale decyzją dowódców, zmierzającą do wybudowania tam pasa startowego zapasowego lotniska. Miało ono powstać pomiędzy mostem Grunwaldzkim a mostem Szczytnickim. Decyzja ta zapadła na skutek utracenia lotniska na Gądowie. Nowe lotnisko budowali wspólnie Niemcy, Polacy (jeńcy - powstańcy warszawscy), Włosi, Francuzi, Czesi, Holendrzy i Żydzi. Pas startowy budowano pod silnym ostrzałem artyleryjskim. Szacuje się, iż przy budowie lotniska na pl. Grunwaldzkim życie straciło około 13 000 ludzi. Prawdopodobnie z lotniska na placu Grunwaldzkim wystartował tylko jeden samolot, Fieseler 156 Storch - 5 maja 1945 roku uciekł nim Gauleiter Karl Hanke.

2 Maja 1945 roku do Festung Breslau dotarła wiadomość, że dowódca obrony Berlina, generał H. Weidling, zdecydował o poddaniu miasta Armii Czerwonej. Tego samego dnia poddały się resztki armii niemieckiej w północnych Włoszech. Kolejną wiadomością tego dnia, zaskakującą żołnierzy i cywilów w mieście, była informacja o bohaterskiej śmierci Adolfa Hitlera, opublikowana przez "Schlesische Tageszeitung". Nikt już nie miał wątpliwości, że wojna dobiega końca.


"Schlesische Tageszeitung" - "Bohaterska śmierć wodza".

4 maja wojska radzieckie, po raz kolejny zaczęły nakłaniać Niemców do poddania się. Wtedy też po raz pierwszy udało się nawiązać dialog, w którym obie strony postawiły swoje żądanie i warunki. Do rozmów powrócono dwa dni później, 6 maja. Tego dnia gazeta frontowa "Schlesische Tageszeitung" jednoznacznie wykluczała poddanie garnizonu pisząc, że "Opór przeciwko Sowietom będzie kontynuowany". Jak się później okazało, było to ostatnie wydanie tej gazety. O godzinie 9 rano, na rozkaz Niehoffa, Niemcy wstrzymali ogień, aby umożliwić spokojne prowadzenie pertraktacji z dowództwem radzieckim. Rano pojawiły się także afisze na ocalałych słupach i domach, zwiastujące kapitulację garnizonu. Pierwsze spotkanie miało miejsce na skrzyżowaniu ul. Lwowskiej i Powstańców Śląskich, około 8 rano (kpt. van Brück i płk Tiesler wraz z tłumaczem, a ze strony rosyjskiej major Omar A. Jachiajew i tłumacz ). Po długich rokowaniach, do których dochodziło między dowództwami raz po stronie rosyjskiej, a raz niemieckiej, stało się. W willi Colona przy ówczesnej Kaiser Friedrich Strasse 14 (obecnie ul. Mariana Rapackiego, boczna Wawrzyniaka na Krzykach), podpisano akt kapitulacji. Twierdza Wrocław poddała się.


Ostatnie wydanie "Schlesische Tageszeitung".

Tak zakończyła się największa bitwa II wojny światowej na Śląsku. Breslau był broniony przez 65 tysięcy niemieckich żołnierzy. W rosyjskim ataku brało udział 50 tysięcy czerwonoarmistów, dowodzonych przez generała Władimira Głuzdowskiego. Garnizon Festung Breslau bronił się 80 dni. 7 maja 1945 roku w kwaterze głównej Alianckich Sił Ekspedycyjnych generała D. D. Eisenhowera w Reims, generał A. Jodl podpisał akt bezwarunkowej kapitulacji III Rzeszy.

Prasa niemiecka z okresu wojennego miała istotny wpływ na kształtowanie opinii publicznej. Biorąc pod uwagę takie czynniki jak brak w tamtych czasach telewizji powszechnej oraz duży wpływ propagandy niemieckiej, to gazeta jako medium była jedynym poza radiem (nie wszyscy je posiadali) źródłem informacji. To też w pewnym stopniu czyniło wydawnictwa prasowe monopolistą. Władze państwowe miały tego pełną świadomość, co spowodowało, że zaczęły wykorzystywać gazety do swoich propagandowych celów.
Na podstawie źródeł, jakie zostały zamieszczone w niniejszej pracy, można zaobserwować propagandowy charakter prasy. Przykładem między innymi był opisany w trzecim rozdziale dziennik "Schlesische Tageszeitung", który był nadzorowany przez organ NSDAP. Gazeta ta po ogłoszeniu Breslau "twierdzą", przekształciła się w gazetę frontową i miała do spełnienia kilka zadań. Musiała wziąć na siebie nie tylko ciężar pełnienia funkcji informacyjnej, ale też edukacyjnej. Przykładem były artykuły, które miały pomóc ludności cywilnej w zmierzeniu się z nową, wojenną rzeczywistością i jej zagrożeniami (opisany w pracy artykuł odnośnie obsługi broni). Dziennik ten był swoistym partnerem ówczesnej władzy.
Przeprowadzone badania pokazują, że mimo upływu lat oraz ciągle rozwijającej się techniki, forma gazet jest wciąż niemal taka sama. Tyczy się to też ich zawartości. Można z nich było się dowiedzieć tak wtedy jak i teraz, o wydarzeniach na światowej i krajowej scenie politycznej, w sporcie, kulturze czy polityce. Stosowano też te same gatunki dziennikarskie, publikowane w tych samych proporcjach co dziś. Najwięcej było informacji, reportaży czy wywiadów, a już mniej felietonów, fotoreportaży i recenzji. Trzeba oczywiście pamiętać, że władze niemieckie nie tolerowały żadnej krytyki, dlatego każde wydawnictwo prasowe, chcąc legalnie istnieć, musiało nadać gazecie charakter prorządowy. Podsumowując, o różnicach miedzy gazetami wydawanymi dziś, a tymi w czasach wojennych, decyduje nie technika czy też wydarzenia, ale przede wszystkim panujący system polityczny.

Opracował: Przemysław Czerczuk

Źródła zdjęć:
zbiory własne
www.breslau1933-1945.pl
www.wroclaw.dolny.slask.pl

Bibliografia:
Davies Norman, Moorhouse Roger, Mikrokosmos. Portret miasta środkowo europejskiego, Wrocław 2006.
Dolata Bolesław, Wyzwolenie Dolnego Śląska 1945, Ossolineum, Wrocław 1985.
Jońca Karol, Konieczny Alfred, Upadek Festung Breslau, Wydawnictwo Ossolineum, Wrocław 1963.
Koniew Iwan, Czterdziesty Piąty, Wydawnictwo MON, Warszawa 1968.
Woźniakowski Krzysztof, Prasa - kultura - wojna, Kraków: Wydawnictwo Naukowe WSP 1999.
Łagiewski Maciej, Wrocław wczoraj, Wydawnictwo "Wokół nas", Gliwice 1998.
Majewski Ryszard, Sozańska Teresa, Bitwa o Wrocław, Wydawnictwo Ossolineum, Wrocław 1975.
Majewski Ryszard, Wrocławska epopeja, Wydawnictwo Ossolineum, Wrocław 1975.
Majewski Ryszard, Wrocław godzina zero, Krajowa Agencja Wydawnicza, Wrocław 2000.
Peikert Paul, Kronika dni oblężenia, Wydawnictwo Ossolineum, Wrocław 1984.
Wodecki Wiesław, Rzecz o zagładzie miasta, Krajowa Agencja Wydawnicza, Wrocław 1980.

Celem niniejszej witryny internetowej jest tylko i wyłącznie prezentacja działalności Stowarzyszenia Grupa Rekonstrukcji Historycznej Festung Breslau. Witryna ta w żadnym wypadku nie ma na celu propagowania ideologii totalitarnych i w żaden sposób nie jest związana z przekonaniami członków ww. Stowarzyszenia. Przedmioty zawierające symbole ustrojów totalitarnych, prezentowane na niniejszej witrynie, mają jedynie wartość historyczną, dokumentacyjną i poznawczą.

artykuły:


Sto Gram


Radar i sowieckie myśliwce nocne


Fotografia wojenna


Francuzi w WH i SS


Deutsche Feldpost


Jednostki turkiestańskie w WH i SS


Prasa w Breslau

życie grupy: